niedziela, 18 sierpnia 2013

1. Niektóre tajemnice na zawsze nimi pozostaną



        Detektyw Ashley Marshall nie pojawiła się na bankiecie, który był bardzo ważny dla jej męża, a ponadto wróciła do domu grubo po trzeciej w nocy. Zastała mężczyznę w sypialni w pozycji półleżącej. Udawał, że nie zauważył obecności kobiety, dalej czytając lekturę.
- Daj spokój - odezwała się, ściągając żakiet. - Wiedziałeś, że tak będzie, żeniąc się z gliną.
- Przecież nic nie powiedziałem.
Aaron odłożył książkę na stolik nocny po lewej stronie, spoglądając na żonę. Wyglądała na przemęczaną, zdenerwowaną i podirytowaną. Zdawał sobie sprawę z tego, że zapewne wiele usłyszy od jego matki, więc odpuścił. Wcale nie miał pretensji, iż się nie pojawiła. Kiedy potrzebował jej naprawdę to zawsze była u jego boku, nawet wtedy, kiedy się nie zgadzała z nim, a to przecież było najważniejsze.
- Moi rodzice tutaj nocują.
- Świetnie - mruknęła pod nosem, kładąc się od razu do łóżka. 
Nie miała nawet siły, aby pójść do łazienki i wziąć krótki prysznic. Wreszcie rozwiązali okropną sprawę pod jej dowództwem, z czego była bardzo zadowolona. Jednak kochała swoją pracę i wolała wrócić wykończona niż nic nie robić przez cały dzień.
- Wiedziałaś, że White wrócił do miasta? - zapytał, gasząc światło.
Brunetka momentalnie podniosła powieki, leżąc plecami do biznesmena. Ta wiadomość nie poprawiła jej humoru, a nawet go pogorszyła. Nie spodziewała się, że jeszcze kiedykolwiek go zobaczy. Co prawda słyszała plotki, ale nie wierzyła w nie. A może nie chciała w to wierzyć?
- Nie.
Po tych słowach zamknęła oczy, aby odpocząć. Nie minęło kilka minut, a już spała. Za to Aaron nie potrafił. Męczyło go to wszystko, a jutro znowu będzie musiał założyć na twarz maskę. 
        Policjantka po siódmej już była na nogach. Nie mogła pozwolić sobie na marnowanie czasu oraz spoczywanie na laurach. Z resztą to nie było do niej podobne. Kiedy obudziła się, była sama w sypialni. Dwudziestominutowy prysznic dodał jej siły. Postanowiła skorzystać z kuchni na drugim piętrze, aby uniknąć spotkania z teściami. Położyła na stole talerz z jajecznicą i zalała sobie herbatę, kiedy do pomieszczenia weszła Dulce Marshall. 
- Dzień dobry, Ashley. 
- Dla kogo dobry dla tego dobry - odparła spokojnie.
Trzydziestotrzylatka nie zamierzała dać się sprowokować, lecz wiedziała, że nigdy nie ustąpi tej kobiecie. Była ona strasznie nadopiekuńcza oraz upierdliwa, co strasznie denerwowało brunetkę. Teściowa miała na sobie różową, elegancką sukienkę, która kończyła się za kolanami. Na nogach lśniły beżowe szpilki. 
- W czym mogę ci pomóc? - dodała, aby mieć to za sobą.
Ni stąd ni zowąd zjawili wszyscy Marshall'owie ze strony męża. Pani detektyw napiła się gorącego napoju, aby po chwili zacząć jeść śniadanie. Olivier usiadł za swoją szwagierką, posyłając jej pocieszający uśmiech. Jego żonie nie podobało się to, lecz nie odezwała się ani słowem.
- Wczoraj pokazałaś wszystkim, że nie zależy ci na moim synu. Nie podoba mi się to.
- Są sprawy ważne i ważniejsze.
Mark jest ojcem dwóch synów, z których czuje się dumny. Żałował, że policjantka nie związała się z brunetem, siedzącym obok niej a ze starszym z braci. Uważał, iż nie pasują do siebie charakterami, ale co mógł zrobić? Nie podobało mu się także zachowanie żony.
- Chcesz mi powiedzieć, że praca jest dla ciebie ważniejsza od Aarona? - zapytała zdenerwowana.
- Ważniejsze było dla mnie rozwiązanie sprawy niż wczorajszy bankiet. Wolałabym, żebyś nie wtrącała się do mojego życia, Dulce.
Po tych słowach brunetka opuściła pośpiesznie dom, gdyż nie zamierzała dać się w dalszą rozmowę z matką swojego męża, z którą od samego początku nie potrafiła się dogadać. Według niej jej najstarsze dziecko zasługiwało na osobę, której całym światem będzie właśnie on.
           Zanim dotarła do siedziby policji minęło piętnaście minut, gdyż w centrum zdarzył się wypadek - zderzenie czołowe dwóch samochodów osobowych. W końcu udało się wejść do środka kobiecie pewnym krokiem. Miała na sobie czarny top, szary żakiet z białymi guzikami oraz czarne spodnie i buty za kostkę. Na lewej dłoni nosi złotą obrączkę, a na prawej dłoni srebrny zegarek.
- Marshall do mnie, natychmiast - usłyszała głos szefa wydziału zabójstw, ledwo wychodząc z windy.
Spojrzała na kolegów po fachu, wysyłając im pytające spojrzenie, lecz oni wzruszyli tylko ramionami. Zdziwiła się, lecz udała się w stronę gabinetu, gdzie czekał na nią pięćdziesięcioczterolatek.
- Za cztery minuty muszę wychodzić z biura. Dzisiaj mnie już tutaj nie będzie, więcej przejmujesz stery. Wszyscy już wiedzą oprócz Taylor'a i Biley'a. 
- Tak jest, poruczniku.
Ashley była ceniona przez przełożonych, a inni policjanci zazdrościli jej  nie tylko doświadczenia, ale i techniki, dzięki której rozwiązuje praktycznie wszystkie sprawy. Brunetka zauważyła, że to nie wszystko co ma jej do powiedzenia Mason, dlatego czekała.
- David White będzie z nami współpracował. Masz się nim zająć. Zrozumiano?
- Tak jest, poruczniku.
Widząc, że skończyli już rozmowę, wyszła i niemalże w trybie natychmiastowym usiadła przy swoim biurku. Udawała, iż nie widzi spojrzeń. Nadal nie dopuszczała do siebie myśli, iż lada chwila zobaczy go. Nie sądziła, że to będzie takie trudne.
- Jesteś teraz naszym szefem? - padło z ust trzydziestolatka. - Cześć, Elsa.
- Co słychać?
- Tak.
Do pomieszczenia wszedł mężczyzna. Nagle zrobiło się duszno trzydziestotrzylatce. Ich spojrzenia się skrzyżowały. Wtedy żadne z nich nie potrafiło wykonać ruchu. Czas się zatrzymał, a pozostali patrzyli to na nią to na niego. W końcu ocknęła się. Wstała i ruszyła w jego kierunku.
- Nazywam się detektyw Ashley Marshall. Witam cię w imieniu porucznika Williama Mason'a, który jest nieobecny. Mam nadzieję, że szybko odnajdziesz siebie w naszym zespole.
- Dziękuję, Ash. Ślicznie wyglądasz.
Podali sobie dłonie, po czym nastała niezręczna cisza. Brunetka poprawiła swój żakiet, po czym stwierdziła, iż przedstawi resztę, aby nie musieć z nim dłużej rozmawiać. Zrozumiała, że wcale tego nie pragnęła tak bardzo jak się jej wydawało.
- To jest doktor Elsa Johnson, detektyw Milan Biley oraz sierżant Noah Taylor. To natomiast jest David White.
Rozmowa toczyła się, lecz sama zainteresowana nie brała w niej udziału. Milczała, obserwując. Oparła się o biurko swojego partnera, wkładając dłonie do kieszeni spodni.
- Wyszłaś za mąż za Aarona, prawda? - usłyszała nagle.
Spojrzała na szatyna, który nie spuszczał z niej wzroku. Czujny, pełen uznania i było w nim coś niebezpiecznego. Jak za dawnych lat. Widziała, że zacisnął usta w cienką linię. 
- Po co się pytasz skoro wiesz? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. - Jesteś porucznikiem? - kiwnął głową, aby nie powiedzieć czegoś w gniewie. - Widzę, że pomogłam ci w rozwijaniu kariery. Warto było chociaż?
Nie mogła się oprzeć, aby nie posłać mu ironicznego uśmiechu. Z pewnością dalej by w to brnęła, gdyby nie zobaczyła prokuratora, z którym miała umówione spotkanie. Od razu udała się w towarzystwie Petera do sali konferencyjnej. Chciała, aby jak najszybciej zakończył się ten dzień.



5 komentarzy:

  1. Na początku chciałabym Ci podziękować na komentarz, który zostawiłaś u mnie :) Jeśli chodzi o Twój blog, to w zasadzie ciężko wyciągnąć wnioski po przeczytaniu pierwszego rozdziału, ale piszesz dosyć fajnie i poprawnie, oprócz kilku interpunkcyjnych nie zauważyłam błędów, a to już plus :) Myślę, że akcja też z czasem się rozwinie, a zapowiada się chyba nie najgorzej, więc czekam na kolejne części !

    PS. "Posłała pytające pytanie do kolegów po fachu, ale oni wzruszyli tylko ramionami." - coś mi się wydaje, że tam nie miało 'pytającego pytania', prawda? :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem doskonale. Bardzo dziękuję ;)
      PS już zostało to poprawione

      Usuń
  2. Pierwsze co uczyniłam przed przeczytaniem rozdziału to puściłam muzykę, którą wskazałaś na początku i jak się okazało słusznie. Wprowadziła mnie w idealny nastrój do czytania, współgrała z rozdziałem. Wracając do treści... post czytało się przyjemnie, choć jedynym mankamentem jest dla mnie szablon, mam lekko przekrzywione tło w prawą stronę. Jednak najważniejsze, że doczytałam. Hmm... mam wrażenie, że główna bohaterka jest typem pracoholiczki, co odbija się na jej życiu prywatnym. Z kolei Aaron stara się to wszystko jakoś znieść. Ach... te teściowe :) Musze przyznać, że blog powoli zaczyna łapać mnie w swoje sidła. Coś czuję, że jeszcze tu zagoszczę.
    Pozdrawiam: Dream.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tak wyczerpujący komentarz ;) Bardzo mi miło.

      Usuń
  3. Mam zaszczyt powiadomić Cię, że nominowałam Cię do nagrody Liebster Blog Award. Więcej informacji na:
    sexy-machine-in-hollywood-dream.blogspot.com

    Paula :)

    OdpowiedzUsuń